• prawdziwe historie

Znany bloger padł ofiarą kradzieży tożsamości

„Ta sprawa pełna jest absurdów” – mówi Marek Jankowski, założyciel bloga Mała Wielka Firma. Dysponując zaledwie jego imieniem, nazwiskiem i numerem PESEL nieznany sprawca wyłudził pożyczkę na kwotę ponad 400 zł. Komornik ściągnął Panu Markowi z konta dwa razy tyle, lecz nie to w całej sprawie było najgorsze.

Nieskradzione.pl: Padł Pan ofiarą wyłudzenia na kwotę niemal 450 zł. Po doliczeniu kosztów sądowych z Pana konta zniknęło ponad 800 zł. Próba wyjaśnienia sprawy ciągnie się już niemal 2 lata. Szczegółowo opowiada Pan o tym w podcaście na stronie maławielkafirma.pl. Jak do tego wszystkiego doszło?

Marek Jankowski, Mała Wielka Firma: Do oszustwa doszło w 2014 roku, lecz ja o sprawie dowiedziałem się dopiero trzy lata później. W lipcu 2017 roku odbierając pocztę z mojego starego domu znalazłem list z firmy windykacyjnej, która informowała mnie o konieczności spłaty 449 zł zaległej pożyczki.

Ponieważ nie miałem pojęcia, o jaką pożyczkę chodzi, zgłosiłem się do tej firmy celem wyjaśnienia sprawy. Okazało się, że chodzi o dług z 2014 roku zaciągnięty w jakiejś wrocławskiej firmie pożyczkowej. Ponieważ nigdy takiej pożyczki nie brałem zacząłem podejrzewać, że mogło dojść do przestępstwa.

Co Pan zrobił?

Poszedłem na policję. Najpierw odesłano mnie z kwitkiem – policjant stwierdził, że nie może przyjąć zgłoszenia, bo… nie mam tej umowy z firmą pożyczkową. To było oczywiście absurdalne, bo skąd miałem ją mieć, skoro nie ja ją zawarłem!

Mimo to, żeby przyspieszyć sprawę, zgłosiłem się do tej firmy pożyczkowej. Poinformowałem ich, jaka jest sytuacja, że to nie ja wziąłem tą pożyczkę, że to wyłudzenie. Pani z obsługi była zaskakująco miła, udostępniła mi umowę – to był wydruk umowy zawartej przez internet.

Okazało się, że tam poza moim imieniem, nazwiskiem i numerem PESEL, nie zgadzają się żadne dane! Adres zamieszkania był w Żarach – nigdy tam nie mieszkałem. Co więcej ze zdjęć na mapach w internecie wygląda, że tam jest po prostu pole. Nie zgadzał się też numer dowodu osobistego, adres email, numer telefonu, konto w banku było nie moje.

Ponieważ nie byłem pierwszą osobą, która zgłosiła się do tej firmy z takim problemem, kobieta poradziła mi też, bym zgłosił sprawę na inny komisariat.

Zrobił Pan to?

Tak. Dostarczyłem wszystkie dokumenty, byłem gotów odpowiadać na pytania, by tylko wyjaśnić sprawę. Policjant przyjął zgłoszenie, nie wypytywał o szczegóły twierdząc, że sprawą i tak będzie zajmował się ktoś z innego departamentu.

Jakiś czas później dostałem pismo o rozpoczęciu śledztwa, a kilka miesięcy potem o jego umorzeniu z powodu nie wykrycia sprawcy. W tym okresie nikt się ze mną nie kontaktował, nie zostałem wezwany na żadne przesłuchanie.

Oprócz tego, od razu po zgłoszeniu sprawy na policji, złożyłem wyjaśnienia i reklamacje zarówno w firmie pożyczkowej, jak i u windykatora. Poinformowałem, że zaszła pomyłka, że to nie ja wziąłem tą pożyczkę, że to wyłudzenie. Przekazałem zawiadomienie o zgłoszeniu przestępstwa.

Już samo to pochłonęło naprawdę sporo czasu i nerwów. Myślałem, że to działa tak, że po takim zgłoszeniu firmy biorą się za wyjaśnienie sprawy i przestają ścigać niewłaściwą osobę. Byłem spokojny. Okazało się jednak, że niesłusznie.

Rozczarował się Pan?

Sprawa ucichła na kilka miesięcy, a potem – pomimo reklamacji – nasiliły się działania ze strony windykatora – zaczęli do mnie wydzwaniać na numer, którego użyłem, by złożyć reklamację, a którego wcześniej nie mieli.

W okolicy świąt w grudniu 2017 roku dostałem maile od firmy windykacyjnej, że sprawa zostanie skierowana do sądu. Już samo to w jakiej formie ta informacja została mi przekazana było absurdalne – drobnym druczkiem pod kartką z życzeniami świątecznymi. Ponownie wysłałem do nich pismo z reklamacją. Sprawa znowu ucichła, a żadna korespondencja z sądu nigdy do mnie nie dotarła.

Jakie było moje zdziwienie, gdy w listopadzie 2018 roku wchodzę na konto i patrzę, a tam zajęcie komornicze – na 840 zł. No i dawaj od nowa, wysyłanie pism do komornika. Wtedy już zatrudniłem prawnika. Ten od razu mi powiedział, że po tym, jak dostałem z policji zawiadomienie o umorzeniu śledztwa, powinienem był napisać zażalenie i domagać się kontynuowania śledztwa. No ale było za późno.

Co Pana w całej tej sytuacji najbardziej zaskoczyło?

Najbardziej zaskoczyło mnie to, że można wyłudzić pożyczkę w imieniu kogoś innego dysponując tak małą ilością danych jak imię, nazwisko i PESEL. Przecież to są dane, które udostępniamy w bardzo wielu miejscach – w przychodni, szkole, pracy, hotelu, urzędzie – wszędzie!

W przypadku wyłudzenia, którego padłem ofiarą, reszta danych – adres zamieszkania, numer konta, numer dowodu osobistego, adres email, numer telefonu, były nieprawidłowe. A mimo to firmy windykacyjne i sądy ścigały mnie. To jest absurd.

Jak do tego doszło? Czy kiedykolwiek zgubił Pan np. dowód osobisty?

Nie, nigdy nie zgubiłem dokumentu, natomiast wielokrotnie podawałem swoje dane w różnych miejscach. Przecież numer PESEL podaje się nawet zakładając konto w bibliotece publicznej. Sprzedając samochód czy podpisując umowę najmu wymieniamy się wszystkimi danymi.

Aby wziąć tą pożyczkę, oszust musiał założyć na moje dane konto w banku, bo przelew z tego konta służył jako weryfikacja tożsamości w firmie pożyczkowej. Czyli firma pożyczkowa zakłada, że skoro Jan Kowalski ma konto w banku, to znaczy że naprawdę jest Janem Kowalskim, bo bank to jakoś zweryfikował.

Ja nie wiem, jak to się wszystko odbyło, czy ta osoba miała sfałszowany dowód osobisty, czy przy zakładaniu konta nikt do wglądu jej dowodu nie brał, bo odbyło się to przez internet. Efekt jest taki, że ze względu na dziurawe procedury lub brak należytej staranności pracowników, to przeciwko mnie toczyło się postępowanie przed sądem, o którym nie miałem pojęcia. To z mojego konta komornik ściągnął pieniądze. Nikogo nie obchodziło, że to nie ja wziąłem ten kredyt. Ta sprawa jest pełna absurdów, trochę jak w „Procesie” Franza Kafki.

W wyniku całej sytuacji stracił Pan pieniądze, a poza tym mnóstwo czasu i nerwów. Jakie kroki prawne podejmuje Pan w tej chwili, by odzyskać utracone środki?

Nad sprawą pracuje prawnik. Na ten moment próbuje ustalić, z kim kontaktował się komornik, by zawiadomić o zbliżającej się egzekucji, bo do mnie żadne pismo nie dotarło. Nie miałem żadnej możliwości przedstawienia swoich argumentów przed sądem, bo wszystkie informacje szły na ten adres w Żarach.

To zaskakujące zważywszy na to, że na ten moment firma windykacyjna dysponowała już moimi aktualnymi danymi kontaktowymi, które udostępniłem składając reklamację. Widocznie uznali, że nie warto mnie informować o toczącej się sprawie w sądzie.

Czy mógł Pan coś zrobić, żeby się uchronić przed tą sytuacją?

Nie wiem, chyba nic. Po tym, jak przydarzyła mi się ta historia, aktywowałem Alerty BIK-u, więc teraz jestem spokojny, że jeśli ktoś będzie brał kredyt w banku albo w firmie pożyczkowej na moje dane, to ja się o takiej próbie dowiem i będę mógł w porę zareagować. Podejrzewam, że tego rodzaju sprawy znacznie łatwiej odkręcić zanim dojdzie do windykacji, bo potem system działa tak, że człowiek jest zupełnie sam i musi udowadniać, że nie jest wielbłądem. Trudno się z tego wyplątać.

W 2014 roku niestety nie miałem aktywowanej tej usługi, ani też nie monitorowałem swojej historii kredytowej, stąd nie miałem pojęcia, że mam takie zobowiązanie. Przez trzy lata żyłem w kompletnej nieświadomości. I tak miałem szczęście, bo w moim przypadku to wyłudzenie było jednorazowe i na niedużą kwotę. A przecież są ludzie, którzy się budzą z dziesiątkami tysięcy złotych nie swoich długów!

Czy ta sytuacja spowodowała, że stał się Pan ostrożniejszy w posługiwaniu się swoimi danymi osobowymi?

Zawsze byłem ostrożny, ale teraz jestem jeszcze ostrożniejszy. Pięć razy się zastanowię, zanim udostępnię komuś dane dokumentu tożsamości lub PESEL. Wiem, że zgodnie z prawem żaden usługodawca, np. wypożyczalnia sprzętów, hotel czy nawet pośrednik wynajmu nieruchomości, nie ma prawa np. kserować mojego dowodu oraz że nie należy udostępniać skanów takich dokumentów.

Mam aktywowane Alerty BIK i na bieżąco monitoruję swoją historię kredytową, więc czuwam, czy nie dzieje się coś dziwnego.

Ma Pan jakieś porady dla innych osób, które padną ofiarą kradzieży tożsamości?

Moje doświadczenie uczy, że w takiej sytuacji warto jak najszybciej zatrudnić prawnika. Samemu ciężko coś wskórać, bo firmy windykacyjne nie przejmują się tym z kogo ściągają należności, zależy im tylko na tym, by odzyskać środki. To jest nauka, którą z tego wyciągnąłem.

Pod wpływem tej sytuacji zrobiłem jeszcze jedną rzecz – włączyłem sobie w banku powiadomienia o każdej wykonywanej operacji na rachunku. Polecam. Dostaję powiadomienia smsowe zarówno wtedy, gdy jakieś środki wpłyną na moje konto, jak i wówczas, gdy zejdą z mojego konta.

Dzięki temu mogę na bieżąco monitorować, co się dzieje na moim rachunku. To zabezpiecza mnie na ewentualność posłużenia się przez kogoś danymi mojej karty lub np. nieprawidłowego rozliczenia transakcji. Gdyby ktoś zhakował moje konto i usiłował mi ukraść pieniądze, dowiem się o tym natychmiast.

Znasz historię swoich kredytów?

Sprawdź

ZOBACZ RÓWNIEŻ